Mikro ISV: Od wizji do rzeczywistości
From The Joel on Software Translation Project
Wersja oryginalna: [[1] http://www.joelonsoftware.com/articles/Micro-ISV.html]
Mikro-ISV: Od wizji do rzeczywistości jest moją przedmową do nowej książki Boba Walsh'a.
Jak, u diaska się to stało, że zostałem sztandarową postacią dla ruchu MikroISV?
Luudziee!
Zaczynając przygodę z Fog Creek Software nie miałem na myśli niczego mikro. Chytry plan zakładał zbudowanie wielkiej, międzynarodowej firmy z biurami w 120 krajach, z siedzibą w wieżowcu w samym centrum Manhattanu, koniecznie z lądowiskiem dla helikoptera na dachu, aby można szybko dostać się do Hamptons. Może wymagać to nawet kilku dziesięcioleci, zawsze chcieliśmy rosnąć systematycznie i o własnych siłach, ale nigdy nie było planów na coś małego.
Nie lubię nawet terminu MikroISV. ISV znaczy Independent Software Vendor (Niezależny Producent Oprogramowania). Ten zlepek został wymyślony przez Microsoft i należy go rozumieć jako nie-Microsoft, czyli ujmując rzecz inaczej firma, której z jakiegoś powodu jeszcze nie kupiliśmy albo nie zniszczyliśmy, pewnie dlatego, że żyją na jakimś małym, niszowym ryneczku jak aranżacja stołu weselnego, który jest za mało trendy dla nas, ale oni mogą tam działać. I niech nie zapominają o pisaniu w .NET!!!
Podobnie jest z innym określeniem, legacy. Microsoft używa tego określenia oprogramowania nie-MS. Także, gdy mówią o Google, mówią legacy search engine. Co sugeruje, że Google to ledwo stara wyszukiwarka używana tylko przez przypadek do momentu aż zetkniesz się i przerzucisz na genialne MSN Search. Czy jakoś tak...
Zamiast MikroISV zdecydowanie bardziej wolę "firma softwareowa" i nie ma nic wstydliwego w byciu nowym. Nowa firma softwareowa to jak siebie określamy i nie odczuwamy żadnej potrzeb definiowania siebie w odniesieniu do Microsoftu.
Przypuszczam, że czytasz tę książkę bo chcesz założyć nową firmę softwareową i to jest dobra lektura w tym kierunku. Pozwól, że skorzystam z tej ambony aby przedstawić Ci moją osobistą listę warunków dobrego startu z Mikro, khy, khy nową firmą softwareową. Warunków jest znacznie więcej ale o tym Bob napisał tę książkę, więc pozwól że dorzucę tutaj te moje trzy grosze.
Po Pierwsze: Nie zaczynaj niczego nowego, jeśli nie potrafisz jasno powiedzieć jaki ból, komu i w jaki sposób Twój produkt usunie. I jak konsument będzie płacił Tobie za usunięcie tego bólu. Zdarzyło mi się kiedyś, że wysłuchałem prezentacji sześciu nowoformowanych firm z sektora High-Tech i żaden z prelegentów nie miał nawet bladego pojęcia co ich produkt miał czynić znośniejszym. Jedni budowali narzędzie do umawiania się z przyjaciółmi na kawę, drudzy chcieli abyś zainstalował do przeglądarki dodatek śledzący Twój każdy ruch w sieci, w zamian za możliwość kasowania rzeczy z tejże historii, a inni chcieli Ci umożliwić zostawianie elektronicznych wiadomości w określonych miejscach (czyli mógłbyś zostawić w barze wiadomość do znajomych, gdyby kiedyś zdarzyło się im wpaść do tej samej obskurnej nory). Wspólną rzeczą dla wszystkich tych projektów, było to że nie rozwiązywały ŻADNEGO problemu i były skazane na porażkę od początku.
Po Drugie: Nie zaczynaj sam. Tak, wiem było wielu samotnych jeźdźców, którym
się udało, ale tych co nie dojechali było jeszcze więcej. Jeśli nie
potrafisz przekonać choć jednej rozsądnej osoby, że Twój pomysł nie jest
zupełnie poroniony, to może jednak jest? Poza tym droga w samotności jest
przygnębiająca, zwłaszcza że nie masz z kim wymieniać nowych pomysłów. A gdy
przyjdą ciężkie czasy (a zawsze przychodzą) zawsze na więcej Cię stać, gdyż
czujesz się zobligowanym do maksymalnego wysiłku aby nie zawieść
przyjaciela. Samemu zwinąć żagle jest zawsze łatwiej.
P.S. Aha, bym zapomniał - Twój kot nie liczy się jako partner.
Po Trzecie: Nie oczekuj za dużo od razu. Nikt nie wie ile kasy zarobi w pierwszy miesiąc. Pamiętam, gdy 5 lat temu zaczynaliśmy sprzedawać FogBugz, błąkaliśmy się jak dzieci we mgle zgadując czy sprzedaż na początku osiągnie 50 tys. USD czy będzie to raczej 0 USD. Obie wartości wydawały się jednakowo prawdopodobne, przynajmniej jak dla mnie. Teraz, po wielu rozmowach z ludźmi, którzy zakładali własne biznesy, mogę Ci zdradzić definitywną i kompletną odpowiedź właściwą dla Twojej firmy.
Tak, dokładnie. Mam kryształową kulę i mogę powiedzieć DOKŁADNIE za ile sprzedasz swojego produktu w pierwszym miesiącu po wejściu na rynek.
Gotów?
Tak?
W pierwszym miesiącu sprzedasz za
około
364 USD jeśli wszystko zrobisz dobrze. Będziesz krzyczał za mało za swój produkt to zarobisz 40 USD, ale jeśli za dużo to nic nie zarobisz. Jeśli Twoje oczekiwania są wyższe, to czeka Cię prawdziwe rozczarowanie. Wtedy pozostaje tylko zatrudnić się u Billa i mówić o nas ze światka nowych firm "legacy MikroISV".
Może 364 dolary brzmi trochę deprymująco, ale to nie z Twojego powodu. Zaraz po wypuszczeniu pierwszej wersji odkryjesz przyczynę, dla której 50% Twoich potencjalnych klientów chowa portfel i... tada! w drugim miesiącu zarobisz oszałamiającą kwotę 768 dolarów!!! A potem będziesz ciężko pracował, uda Ci się załapać w światła reflektorów, do tego szeptany marketing i co najważniejsze zrozumiesz zasadę działania AdWords tak aby po artykule w lokalnym dodatku do gazety osiągnąć nie mniej nie więcej niż 1456 USD na miesiąc!!! Wypuścisz nowiutką wersję 2.0 z aktywnym filtrem antyspamowym i bramką do jakiegoś czatu i proszę - 2912 USD na miesiąc. Pokombinujesz z kontraktami na support, zmienisz strukturę cennika i po wzmiance w popularnym programie rozrywkowym masz już okrągłe 5824 dolary na miesiąc.
Teraz powoli. Wyobraź sobie, że w ciągu kilku lat, ciężko pracując naprawdę jesteś w stanie podwajać przychody ze sprzedawanego oprogramowania i usług co 12-18 miesięcy. Czyli nieważnie od jak niskiego poziomu zaczniesz wkrótce będziesz budował wymarzony biurowiec na Manhattanie z lądowiskiem dla helikoptera, tak aby dostać się do swojej 20-sto akrowej posiadłości w Southampton w ciągu 30 minut.
I to właśnie jest największa satysfakcja zaczynania z nową firmą: tworzenie czegoś nowego, przez siebie, możliwość patrzenia jak rośnie i włożona praca procentuje. Prawdziwa droga prze mękę ale nie zawahałbym się ani chwili aby wstąpic na nią jeszcze raz.
Przetłumaczył: Viciu
